Refleksja

myśli, świadectwa, modlitwy …
zachęcające do przemyśleń związanych z niesakramentalnymi związkami małżeńskimi w Kościele

Modlitwa komunii duchowej

W naszym kręgu posługujemy się, odmawianą prywatnie, modlitwą komunii duchowej.
Oto ona:

Panie Jezu, który najlepiej znasz ludzkie serca.
Ty wiesz, jak bardzo brak mi Chleba żywego
i jak wielki jest ten głód odczuwany przez dni, miesiące, lata…

Ty znasz dramat mego sumienia,
wiesz, ile we mnie wątpliwości, niepokoju i pytań.
Wiesz także, jak bardzo pragnę spotkania z Tobą.

Szukam nieustannie dróg prowadzących do Ciebie,
szukam prawdy o sobie, o drugim człowieku,
bo chcę więcej rozumieć i właściwie odczytać sens mego życiowego doświadczenia.

Nie mogę przystąpić dziś do Twego stołu,
ale budzę w moim sercu pragnienie bycia przy Tobie, Boże, w Najświętszej Eucharystii.
Jednoczę się z Tobą i z tymi, którzy przyjęli Cię teraz sakramentalnie.

Dziękuję Ci, Panie, za wielki dar,
jakim jest gotowość spotkania się ze mną w komunii duchowej.

W tej szczególnej chwili mocno odczuwam, że Ty, Jezu,
oddałeś za wszystkich ciało swoje i wylałeś krew swoją.
Obejmij i mnie Twoją miłosierną miłością. Panie,
pozwól mi czerpać siłę z tego spotkania z Tobą i odbudować w sobie nadzieję,
że kiedyś dotrę do Ciebie, który jesteś Źródłem wszelkiej łaski.

Amen.

Wewnętrzne pragnienie spotkania z Bogiem

Duszpasterstwo osób żyjących w niesakramentalnych związkach małżeńskich służy osobom, które mimo decyzji o wejściu w ponowny związek, mają wewnętrzne pragnienie spotkania z Bogiem, szukają Go, jak Zacheusz. Ów celnik, chciał bardzo zobaczyć Jezusa. Był ciekawy Jezusa, poszukiwał Go, dlatego wspiął się na drzewo sykomory (zob. Łk 19, 1-10).
Masz dobrą wolę, niezbędne minimum wiary, czujesz się zagubiony? Jednak uczciwie szukasz prawdy, Boga, pomocy, grupy wsparcia, duchowego kierownictwa. Dobrze trafiłeś! Taki jest zasadniczy sens naszego duszpasterstwa. Zaprosić pogubionych, wsłuchać się w ich opowieść (a każda jest inna), rozświetlić życie światłem Ewangelii, dać nadzieję, że póki żyjemy nie wszystko jest stracone.
Nasze spotkania z duszpasterzem mają charakter indywidualny i wspólnotowy. Wiele dobrych owoców przynoszą rekolekcje, dni skupienia, nabożeństwa, comiesięczne spotkania duszpasterstwa, wspólna modlitwa i pielgrzymowanie, ale także rozmowy indywidualne czy wizyta kolędowa w ciągu roku.
Jezusowe słowa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają… Nie przyszedłem wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” budzą w nas nadzieję.
Historia duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych w Polsce sięga roku 1983, kiedy to w Gdańsku o. Dudziak, kapucyn, zorganizował dla nich pierwsze rekolekcje. Cztery lata później, powtórzył ten pomysł w Warszawie jezuita ks. Mirosław Paciuszkiewicz i założył systematyczne duszpasterstwo. Dzisiaj istnieje ponad dwadzieścia ośrodków tego typu w Polsce. Problem małżeństw rozbitych i po rozwodzie narasta (częściej niż co 4 małżeństwo w Polsce się rozpada). Jednak tylko niektórzy trafiają do duszpasterstwa, poszukując odpowiedzi na ważne dla nich pytania, szukając wspólnoty osób o podobnej historii. Jest to zawsze wejście na wąską drogę ku Jezusowi. Trzeba mieć takie pragnienie.
Jak zapewnia Jan Paweł II: „Kościół z ufnością wierzy, że ci nawet, którzy oddalili się od przykazania Pańskiego i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości” (nr 84).

Jak pomóc

Doświadczenie, którym pragnę się podzielić, jest doświadczeniem duszpasterza praktyka.
U jego początku jest Jubileuszowy Rok 2000. Wówczas to zrodziło się w mojej duszy pytanie:
Co powinienem zrobić, aby otworzyć człowieka na Chrystusa w tym szczególnym roku?
Chrystusowe poszukiwanie zagubionych, ludzi o zagmatwanym losie, życiowych rozbitków przyniosło podpowiedź:
spróbuj pomóc tym, „którzy się źle mają”.
Ale jak im pomóc?

Wielką pomocą okazała się adhortacja apostolska o rodzinie Jana Pawła II Familiaris consortio (1981). Omawiając problematykę małżeństwa i rodziny, obok wskazań i zachęt ukazał w niej Ojciec Święty bolączki i niedoskonałości dotyczące niektórych, a także występujące nieprawidłowości. Nakazał przy tym pomoc Kościoła dla osób w sytuacjach nieprawidłowych.
Zachwyt teologów dotyczył zazwyczaj części pozytywnej dokumentu – papieskiej wykładni teologii rodziny. Nieprawidłowe sytuacje, o których wspomina w nr 79-84, zazwyczaj nie znajdywały duszpasterskiego rezonansu. Księża wprost mówili: Po co się tym zajmować? To problem marginalny. Ci ludzie i tak nie przychodzą do kościoła. Gdyby jednak dokładnie wczytać się w tekst papieskiego przesłania dostrzeżemy, że zarówno pasterze, jak i wierni mają obowiązek „okazania pomocy rozwiedzionym, aby nie czuli się odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni powinni uczestniczyć w jego życiu” (nr 84).

Co zatem zrobić, aby usłyszeli, że Kościół jest dla nich, że na nich czeka?

W Wielkim Poście 2000 roku odważyłem się zaprosić na rekolekcje do kościoła pw. Świętego Krzyża w Krakowie osoby pozostające w związkach niesakramentalnych. Najpierw była szeroka informacja w mediach, potem oczekiwanie pełne niepewności. W mroku świętokrzyskiej świątyni spotkało się wówczas ponad 400 osób. Szukali Boga, ale też odpowiedzi na dręczące ich pytania o przeszłość i przyszłość. I usłyszeli, że są w Kościele, że Chrystus nigdy z nich nie zrezygnował, że powinni korzystać z dostępnych i dla nich środków pomocnych na drodze wiary, jak: kontakt ze słowem Bożym, Msza św. – choć bez Komunii eucharystycznej, modlitwa, troska o katolickie wychowanie dzieci, działania na rzecz wspólnoty Kościoła, czy też podejmowanie czynów pokutnych, aby uprosić u Boga potrzebne łaski.

Dziś wiem, że niektórzy włączyli się w opiekę hospicyjną i pełnią samarytańską posługę wobec terminalnie chorych. Inni próbują swoich sił w pracy charytatywnej w swojej parafii. To bardzo cenna odpowiedź na słowo Boże. Choć wspomniana adhortacja wymienia aż 5 rodzajów sytuacji nieprawidłowych (małżeństwo na próbę, rzeczywiste wolne związki, katolików związanych tylko ślubem cywilnym, żyjących w separacji i rozwiedzionych, którzy nie zawarli nowego związku oraz rozwiedzionych, którzy zawarli nowy związek), to jednak w kręgu powstałego u nas duszpasterstwa zasadniczo znalazły się osoby z tej ostatniej grupy, a także dwóch wcześniejszych. „Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne” (nr 84). Duszpasterstwo próbuje pomóc im we właściwej, zgodnej z ewangeliczną prawdą, ocenie sytuacji. Małżeństwo ważnie zawarte jest nierozerwalne. Grzech domaga się nawrócenia, zadośćuczynienia i pokuty. Tylko Chrystus może darować człowiekowi jego winę. Mam obowiązek naprawy wyrządzonego zła. Pełnię środków zbawienia pozostawił dla mnie Chrystus w Kościele. Wielka jest tęsknota niesakramentalnych za Bogiem w sakramentach, choć działanie Boga nie ogranicza się do samych sakramentów.
Odczuwają oni, jakoby coś zostało im odebrane, tymczasem sami zamknęli się na Boga w sakramentach Kościoła.
Ta bolesna prawda jeszcze bardziej wzmaga w nich głód Eucharystii.
Pragną oni gorąco pełnego spotkania z Bogiem. …

ks. dr Jan Abrahamowicz / „Czas Serca” (25.05.2011)

Świadectwo

Jesteśmy razem od dwudziestu pięciu lat, stworzyliśmy zgodny, dobry dom, czujemy, że przysłowiowe „dwie połówki jabłka” to my, ale…

No właśnie, to małe „ale”.

Staraliśmy się żyć uczciwie, w miarę możliwości pomagać innym, chodziliśmy do kościoła, zawsze czuliśmy się katolikami, tyle że może trochę gorszymi, ale gdzieś tam głęboko tkwiła taka mała drzazga. Ciągle towarzyszyło nam jakieś uczucie żalu, może winy, może zazdrości, że inni jednak są ci lepsi. Myśli spychane gdzieś głęboko, z którymi nie dzieliliśmy się nawet między sobą, żeby mniej bolało.

I oto nagle w pierwszych dniach Wielkiego Postu 2009 w „Dzienniku Polskim” (którego na ogół nie czytywaliśmy!) ukazał się wywiad z Księdzem Janem, zapraszającym na rekolekcje dla niesakramentalnych do Kościoła Św. Krzyża.

Rekolekcji wysłuchaliśmy zauroczeni. Ciepły, spokojny głos i słowa, z których każde trafiało do samego środka. Poszliśmy na najbliższe, pierwsze po rekolekcjach spotkanie. Po nabożeństwie, po wyjściu z kościoła, Ksiądz Jan witając się ze wszystkimi podszedł i do nas:

„Witajcie, …
… jesteście pierwszy raz,
… chodźcie z nami.”

Żadnych dociekliwych pytań, tylko życzliwy, serdeczny uśmiech.

Podczas spotkania zaskoczyła nas atmosfera: tak przyjaźnie i swojsko. Poza nami była jeszcze jedna „nowa” para. Przedstawiliśmy się, powiedzieliśmy, jak trafiliśmy do Św. Krzyża i właściwie od razu byliśmy jednymi z nich.

I tak już zostało.

A. J.